Jeść jak mężczyzna
Mężczyźni lubią dobrze zjeść. Widze to po sobie. Zajadamy w ten sposób stres, brak ruchu. Zwłaszcza żonaci mogą liczyć na obfity posiłek w domu. Gdy patrzę na mojego teścia, to nie widzę szans, by niedzielny obiadek a myślę, że i codzienny posiłek, obył się bez mięsa, zawiesistych sosów i wszelkich tego typu pyszności podniebienia.
Przyzwyczajenia, jakie wyniosło się z domu, nakładają się na przyszły związek. A to oznacza, że kotlet należytych rozmiarów, do tego zasmażane buraki lub kapusta, nie zniknie tak szybko
z tradycyjnego rodzinnego jadłospisu. Nie ma szans. Takie jest zresztą przekonanie wśród płci pięknej, która nadal dominuje w kuchni. Z popularnym schabowym może ewentualnie konkurować pierś z kurczaka lub ryba, ale bez szans na zajęcie pierwszego miejsca. Ton posiłkom nadaje żona, to ona przyrządza menu, ona gotuje tak jak mąż lubi. Ona decyduje, jak w tradycyjnej rodzinie wygląda podstawowy posiłek, także dla dzieci. Bo gotowanie jest wyrazem miłości. Mężczyzna musi zatem dobrze zjeść a na dodatek „nic nie może się zmarnować”. Wszystko musi być wysokokaloryczne i sycące. Zmiany w tej sferze zachodzą w polskiej kuchni powoli, bardzo powoli i nie zawsze idą w dobrym kierunku. Bo komu na przykład przeszkadzała zupa? W wielu rodzinach została ona wyparta, na rzecz „drugiego” oraz kawusi i ciasteczka. To samo w restauracjach. Jeśli juz się tam wybieramy, najczęściej zamawiamy drugie, i może do tego deser. A przecież i tutaj są dostepne są niskokaloryczne, czyli zdrowsze, dania.
W trudnej sytuacji żywieniowej, w jakiej znależli się mężczyźni, moja pani doktor uważa,
że nie ma różnić miedzy kobietą a mężczyzną, chorujemy na to samo, bo spożywamy coraz więcej zupełnie niepotrzebnego i wysokokalorycznego, wysokoprzetworzonego jedzenia.Dlatego najpóźniej po 50. roku życia mężczyżni zaczynają tyć, potem hamowany jest metabolizm i zaczyna się cukrzyca, kłopoty z nadcisnieniem. Mężczyzna w tym wieku ma juz solidnych rozmiarów brzuszek, nie chwali się co prawda podwyższonym cholesterolem,
ale ma kłopoty z choroba niedokrwienna serca (zatykanie naczyń wieńcowych). Jeśli do tego dołożymy permanentny stres, brak ruchu (bo wszędzie jeździmy, windą i samochodem), palenie papierosów i obciążenia genetyczne, to możemy być pewni, że wykonaliśmy duży krok, by zawał dopadł nas jeszcze przed 60-tką. To są fakty.
Coraz liczniejsze badania naukowców potwierdzają, że nawet niewielka zmiana stylu życia przynosi odczuwalne efekty. Doświadczyłem tego na sobie, kiedy cholesterol skoczył mi do 300 jednostek. Odstawienie batoników, wędlin wieprzowych i zamiana masła na margarynę ze stenolami roślinnymi pozwoliła obniżyć „zły” cholesterol o 72 punkty i to zaledwie w półtora miesiąca! Nigdy bym w to nie uwierzył, gdyby ktoś mi o tym opowiedział. Dlatego teraz już wiem, że to nie marketing, ale zdrowy rozsądek powinien podpowiedzieć nam, że w zdrowie warto inwestować na każdym etapie życia. Lepiej zrobić to wcześniej niż za późno.
Ryszard Sterczyński
Red. Żyjmy Dłużej