| Jeść jak mężczyzna |
|
Mężczyźni lubią dobrze zjeść. Widze to po sobie. Zajadamy w ten sposób stres, brak ruchu.
z tradycyjnego rodzinnego jadłospisu. Mężczyzna musi zatem dobrze zjeść a na dodatek „nic nie może się zmarnować”. Wszystko musi być wysokokaloryczne i sycące. Zmiany w tej sferze zachodzą w polskiej kuchni powoli, bardzo powoli i nie zawsze idą w dobrym kierunku. Bo komu na przykład przeszkadzała zupa? W wielu rodzinach została ona wyparta, na rzecz „drugiego” oraz kawusi i ciasteczka. To samo w restauracjach. Jeśli juz się tam wybieramy, najczęściej zamawiamy drugie, i może do tego deser. A przecież i tutaj są dostępne są niskokaloryczne, czyli zdrowsze, dania.
W trudnej sytuacji żywieniowej, w jakiej znaleźli się mężczyźni, moja pani doktor uważa, że nie ma różnić miedzy kobietą a mężczyzną, chorujemy na to samo, bo spożywamy coraz więcej zupełnie niepotrzebnego i wysokokalorycznego, wysokoprzetworzonego jedzenia. Dlatego najpóźniej po 50. roku życia mężczyźni zaczynają tyć, potem hamowany jest metabolizm i zaczyna się cukrzyca, kłopoty z nadciśnieniem. Mężczyzna w tym wieku ma juz solidnych rozmiarów brzuszek, nie chwali się co prawda podwyższonym cholesterolem, ale ma kłopoty z choroba niedokrwienna serca (zatykanie naczyń wieńcowych). Jeśli do tego dołożymy permanentny stres, brak ruchu (bo wszędzie jeździmy, windą i samochodem), palenie papierosów i obciążenia genetyczne, to możemy być pewni, że wykonaliśmy duży krok, by zawał dopadł nas jeszcze przed 60-tką. To są fakty.
Coraz liczniejsze badania naukowców potwierdzają, że nawet niewielka zmiana stylu życia przynosi odczuwalne efekty. Doświadczyłem tego na sobie, kiedy cholesterol skoczył mi do 300 jednostek. Odstawienie batoników, wędlin wieprzowych i zamiana masła na margarynę ze stenolami roślinnymi pozwoliła obniżyć „zły” cholesterol o 72 punkty i to zaledwie w półtora miesiąca! Nigdy bym w to nie uwierzył, gdyby ktoś mi o tym opowiedział.
Ryszard Sterczyński |




