|
Nowy rok to nie tylko koniec wakacji, ale również początek wielu nowych stresów, zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Powrót do nauki w szkole to zmiana w życiu każdego dziecka. Dorosłym, przybywa obowiązków prywatnych i zawodowych, a pogoda sprzyja obniżeniu nastroju. Nie ma się więc co dziwić, że około 35% populacji w Polsce stosuje leki uspokajające i nasenne (wg IMS Health 2006).
Aneta to nowoczesna kobieta – szybkie, zdecydowane ruchy, świetnie dobrana fryzura, stanowczy sposób mówienia. Pracuje w dziale marketingu, zarządza wieloma projektami, więc doskonała organizacja jest dla niej najważniejsza. Czy jednak w dzisiejszych czasach to coś nadzwyczajnego? Większość z nas żyje w biegu, z ciągłym uczuciem, że o czym zapomniało, że czegoś nie zrobiło…
Szaleństwo dnia codziennego
Aneta zaczyna swój dzień wcześnie rano – przed wyjściem do pracy musi przygotować śniadanie nie tylko dla siebie, ale też dla córki, a pies i kot również czekają z utęsknieniem na pełną miskę. Jeśli ma dobry poranek, to znajduje nawet chwilkę, żeby poczytać przy śniadaniu… Potem biegiem do biura, tam co najmniej osiem godzin pracy, a że wyrobienie się ze wszystkim nie jest łatwe, więc pod koniec trzeba podjąć decyzję – czy zostać dłużej przy biurku, czy zabrać nieskończone rzeczy do domu. W domu drugi etat, a przecież jeszcze często trzeba skończyć sprawy zawodowe. I tak dzień w dzień… Weekend też nie przynosi wyczekiwanego odpoczynku, ponieważ trzeba załatwić wszystkie nagromadzone w tygodniu zaległości domowe…
Jak długo można funkcjonować w ten sposób? Są osoby, które mogą tak działać w nieskończoność… Ale są też takie, które w pewnym momencie przestają sobie radzić z nadmiarem stresu…
Stres nasz powszedni
Dla Anety szczególnie ciężka była zawsze jesień i zima. Pojawiały się wtedy liczne czynniki wpływające negatywnie na jej nastrój. Deszczowa pogoda, a w związku z tym mniejsza ilość czasu spędzana na świeżym powietrzu, wcześnie zapadająca ciemność, przebywanie przez większość dnia w sztucznym oświetleniu – wszystko to w konsekwencji powodowało trudności z koncentracją, zmęczenie, apatię, a także trudności w zasypianiu.
Niewyspana Aneta była praktycznie tak samo dobrze zorganizowana, jak wyspana, ale drobiazgi denerwowały ją trochę bardziej, w pracy przygotowanie prezentacji zajmowało jej trochę więcej czasu, a w domu miała odrobinę mniej cierpliwości dla córki, niż w miesiącach wiosenno-letnich.
Niby nic, ale Aneta zaczęła odczuwać pewien dyskomfort. Nie chciała pokrzykiwać na dziecko, ale jednak jej się to zdarzało. W pracy zawsze chwalono ją za kreatywność – teraz miała problem z wymyśleniem najprostszej rzeczy. Do tego wszystkiego trwał kryzys – co prawda jej firma nie odczuła go zbyt mocno, ale widmo zwolnień pojawiało się od czasu do czasu…
Diagnoza
Aneta – jak większość Polaków – jest znakomitym „lekarzem”, więc z pomocą Internetu błyskawicznie postawiła diagnozę: zespół wypalenia zawodowego. Zaczęła tradycyjnie – od herbatek uspokajających, następnie wypróbowała dostępny na rynku asortyment leków ziołowych. Trochę pomogło, ale wystarczyło, że pojawił się nowy problem (choroba teścia),
a objawy wróciły ze zdwojoną siłą.
W tej sytuacji Aneta uznała, że to już czas, aby udać się do specjalisty. Pomysł był dobry, lekarz nie tylko postawił diagnozę – łagodne zaburzenia nerwicowe – i przepisał leki, ale również znalazł czas, aby porozmawiać z nią o mechanizmie powstawania takich zaburzeń i omówił z nią kilka technik relaksacyjnych.
Problemem okazało się przyjmowanie przepisanych leków – niektóre powodowały senność, po niektórych nie wolno było prowadzić samochodu – a przecież na tym opierała się cała dzienna logistyka. W trakcie leczenia Aneta wypróbowała kilka różnych specyfików i z żadnego nie była do końca zadowolona.
Łagodne rozwiązanie
Rok temu, pod koniec kolejnych wakacji, Aneta z lekkim niepokojem myślała o nadchodzącej jesieni i zimie. Oczywiście miała nadzieję, że tym razem żadne wspomaganie farmakologiczne nie będzie potrzebne, w końcu córka już podrosła, a mąż – edukowany przez nią samą i jej przyjaciółki – przejął część obowiązków, ale na wszelki wypadek zaczęła szukać nowych rozwiązań. Tym razem z pomocą przyszedł nie Internet, ale dawno nie widziany kolega ze szkoły. Na spotkaniu klasowym siedzieli obok siebie i przez cały wieczór świetnie im się rozmawiało. Okazało się, że Paweł miał podobne problemy. Trudna sytuacja w domu i w pracy zaowocowała identyczną diagnozą, co u Anety. Ponieważ Paweł był przedstawicielem handlowym i jego miejscem pracy był samochód, odpadały wszystkie mocniejsze leki. Paweł zdecydował się sięgnąć po leki homeopatyczne. Ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę – leki były skuteczne, a jednocześnie nie wpływały na jakość jego pracy.
Aneta uznała, że warto je wypróbować – czas pokazał, ze był to słuszny wybór. Mimo pojawiających się znienacka nowych kłopotów (córka-nastolatka w domu daje prawie stuprocentową pewność, że coś się będzie działo) i niemal tradycyjnych jesienno-zimowych stresów, przez poprzedni sezon Aneta przeszła z tarczą, a nie, tak jak w poprzednich latach, na tarczy.
O czym myśli teraz – na progu kolejnej pory roku? Jest zadowolona, wie, że dokonała właściwego wyboru metody leczenia. Przyzwyczaiła się już do myśli, że przy jej kondycji psychicznej i nadmiarze obowiązków „wspomagacze” są konieczne, ale cieszy się, że skuteczne okazały się leki, które są bezpieczne dla organizmu i nie wywołują skutków ubocznych. |